Instaserial o miłości - Nicole Sochacki-Wójcicka

sobota, 9 lutego 2019

Udostępnij ten wpis:
Witajcie kochani! Jak Wam mija sobotni wieczór? Ja dzisiaj porządnie wzięłam się za porządki, a po popłudniu razem z mężem wybraliśmy się na duże zakupy. I w tym momencie powtórzę coś, co mówię za każdym razem gdy jedziemy do supermarketu: nie można jechać na zakupy "na głodnego".  Wtedy w koszyku ląduje dosłownie wszystko :D 

Teraz odpoczywamy, a ja napiszę Wam o książce, którą koniecznie musicie przeczytać! :)

Tak naprawdę na tę książkę czaiłam się dłuższy czas. Zawsze kupno jej odkładałam na później. Jednak gdy pojawiła się informacja, że książka będzie wydana w wersji elektronicznej, a cała kwota zakupu zostanie przekazana na szczytny cel - WOŚP nie mogłam się nie skusić. Dodatkowo dostały dodane zdjęcia do poszczególnych momentów, co jeszcze bardziej mnie zachęciło. 

Autorką książki jest pewnie już znana Wam Nicole Sochacki-Wójcicka, w internecie działa jako @mamaginekolog. Piszę, że działa ponieważ według mnie robi olbrzymią "robotę" dla kobiet. Przede wszystkim za pomocą bloga <klik> oraz profilu na Instagramie edukuje wszystkie kobiety - niezależnie od wieku. Jej relacje oraz posty zawierają bardzo dużo informacji medycznych, które dotyczą każdej z nas, opowiada także o ciąży oraz macierzyństwie, które wbrew pozorom nie jest takie piękne i kolorowe. Pisze o wadach i zaletach szczepień i co przede wszystkim jest najważniejsze? Jest obiektywna, nie mydli oczu, dlatego przy tym jest niesamowicie prawdziwa. Odkąd poznałam jej profil kibicuje jej we wszystkim co tworzy oraz trzymam za nią kciuki, aby dalej spełniała swoje marzenia. 

Nie jest to typowa powieść. Instaserial o miłości jest pisany raczej w formie pamiętnika autorki. Cała fabuła dotyczy jej życia prywatnego. Opisuje ważne momenty gdy została studentką, a później jak pięła się po szczeblach swojej medycznej "kariery". Jest oczywiście wątek miłosny - ba! jest opisane jak dokładnie poznała swojego obecnego męża i z jakimi przeciwnościami musieli się zmierzyć aby być razem. Czytając książkę śmiałam się wniebogłosy, ale także towarzyszyło mi wzruszenie oraz niedowierzanie, że po takich "przeszkodach" ta dwójka dalej jest razem. Wydawało mi się to wręcz niemożliwe, a jak widać - wszystko jest możliwe jeśli bardzo się czegoś chce. 

Książkę pochłonęłam bardzo szybko, bowiem czyta się ją ekspresowo. Jest napisana w bardzo prostym języku przez co ma u mnie ogromny plus. Zdjęcia robią naprawdę ogromną robotę. Przeczytanie tej książki było dla mnie ogromną przyjemnością. Szkoda, że tak szybko się skończyła. Jestem wręcz przekonana, że będę do niej niejednokrotnie wracać. Jest to idealna odskocznia od thrillerów, które są moim nałogiem. Jeżeli szukasz czegoś luźnego na wieczór - ta książka jest zdecydowanie dla Ciebie.


Pytanie czy był happy end? Przeczytajcie, a nie pożałujecie :)

PS. na zdjęciu kosmetyki, które mają nam przypominać o regularnym badaniu. I w tym momencie muszę Wam polecić tę szminkę oraz tusz, ponieważ oprócz tego, że mają w sobie przesłanie, są niesamowite i piękne. Usta po chwili zmieniają nieco kolor - są przede wszystkim idealnie nawilżone i pięknie błyszczące, a tusz pięknie wydłuża rzęsy i JE ROZDZIELA, nie ma mowy o sklejeniu. Odkąd dostałam zamówienie wszystkie inne tusze i szminki poszły w zapomnienie :)
Czytaj dalej »

Jak dobrze mieć rodzeństwo!

środa, 6 lutego 2019

Udostępnij ten wpis:
Kochani środa praktycznie za nami, cieszycie się? Ja miałam zakręcony dzień i dlatego teraz korzystam z chwili dla siebie. Postanowiłam zrelaksować się z Wami i napisać coś od siebie. Od  samego rana krąży po mojej głowie pewna myśl, którą dzisiaj chcę się z Wami podzielić. Co prawda miała być kolejna recenzja, ale to może poczekać. Mianowicie po wczorajszym dniu kiedy mój najstarszy brat zaczął wspominać jak wyglądałam kiedyś, jaka byłam mała i jakie fryzury nosiłam, naszła mnie refleksja jak dobrze mieć rodzeństwo. 

Osoby które mnie znają doskonale wiedzą, że mam dwóch, dużo starszych braci. Ja byłam ostatnim rodzynkiem w naszym rodzinnym domu i niestety, gdy dorastałam moi bracia zakładali już własne rodziny. Ba, zostałam ciotką mając 6 miesięcy, to jest hit!

Nie wiem jak naprawdę wygląda życie na co dzień z braćmi, bo nigdy tego nie doświadczyłam,  raczej byłam w domu księżniczką, która zawsze twierdziła, że jest jedynaczką, bo z nikim nie musi dzielić pokoju. Jednak zdaje sobie sprawę jak dużo im zawdzięczam i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Może to brzmi nieco banalnie, ale nie każdy ma takie szczęście. Zawsze mogłam i w dalszym ciągu mogę na nich liczyć. Nie wyliczę ile razy dzwoniłam zasmarkana i zapłakana, że po raz kolejny pokłóciłam się z chłopakiem, czy między mną a mamą doszło do wymiany zdań. Zawsze byli moją osłoną i co było dla mnie najfajniejsze? Że przeważnie stawali po mojej stronie. Potrafią postawić mnie do pionu i razem ze mną analizują daną sytuację, dając cenne rady, które jeszcze nigdy nie zrobiły mi krzywdy. 

Relacje mamy na tyle bliskie, że nawet gdy zadzwonię w środku nocy oni zawsze służą mi dobrym słowem, radą czy w przypadku najstarszego brata obecnością. Drugi mieszka za granicą, przez co mamy nieco utrudniony kontakt fizyczny, ale emocjonalnie jesteśmy jak papużki nierozłączki. 

Owszem, potrafimy powiedzieć o kilka słów za dużo, ale bardzo szybko nam przechodzi i nie chowamy do siebie urazy. Każdemu życzę takiego rodzeństwa :) Może nieco podobnego wiekowo, co by można było podrywać fajnych kolegów :D Ja nie miałam takiej możliwości, bo wszyscy byli już za starzy dla mnie;)

Powiem Wam w tajemnicy, że już nie raz zastanawiałam się jak to jest mieć siostrę. To było zawsze moim marzeniem, którego wiedziałam, że rodzice już nie zrealizują. Ciekawe czy byłoby jak na filmach pożyczanie sobie ubrań nawzajem, czy doradzanie odnośnie makijażu czy innych tego typu rzeczy. 

A Wy jakie macie doświadczenia w tym temacie? Macie rodzeństwo za którym wskoczylibyście  w ogień? :)
Czytaj dalej »

"Sąsiad" - Lisa Gardner

poniedziałek, 4 lutego 2019

Udostępnij ten wpis:
Witam Was kochani w poniedziałek! :) 
Nowy tydzień zaczynamy od kolejnej książki, o której dzisiaj troszkę opowiem, mając nadzieję, że większość z Was zachęcę do przeczytania :)

Pewnej nocy niespodziewanie znika piękna, młoda kobieta - żona i matka. Jedynym świadkiem  zniknięcia jest czteroletnia córka, która jako ostatnia widziała matkę - Sandrę Jones w dramatycznej sytuacji. Mąż zaginionej bardzo szybko okazuje się jedynym podejrzanym. Jest spokojny, nie wykazuje inicjatywy w poszukiwaniach żony, raczej oddala się od śledztwa, sprawiając wrażenie, że jego to nie dotyczy. 

Jak się okazuje ich małżeństwo tylko na pozór było idealne, tak naprawdę nie łączyła ich głęboka więź. Małżeństwo funkcjonowało na określonych zasadach, zwłaszcza dla dobra dziewczynki. Kiedy na miejsce przybywa sierżant D. D. Warren od razu orientuje się, że jest coś niepokojącego w zachowaniu męża. Nie mając zbitych dowodów postanawiają zabrać go razem z córką na przesłuchanie w obecności psychologa. Ojciec dziewczynki nie protestuje, jednak w głębi duszy obawia się, że zeznania córki postawią go w niezbyt dobrym świetle. Detektywi dowiadują się co wydarzyło się pamiętnej nocy, jednak z braku wystarczających dowodów (dziewczynka jednoznacznie nie wskazała na ojca) nie mogą zatrzymać pana Jonesa.

Mąż po powrocie do domu niszczy domowy komputer, w którym były materiały mogące go pogrążyć oraz chce za wszelką cenę odizolować córkę od całej sprawy. Media zaczynają się interesować, a uwagę śledczych zwraca były więzień, który mieszka kilka domów dalej. 

Kto tak naprawdę stoi za porwaniem młodej kobiety? Czy sąsiad z kryminalną przeszłością na coś z tym wspólnego? I czy mąż okaże się winnym? I najważniejsze pytanie czy Sandea Jones żyje?


Na pierwszy rzut oka winny wydaje się być tylko jeden. Jednak jeśli wchodzimy dalej w historię już takie oczywiste to nie jest. W pewnym momencie mamy kilku podejrzanych i nie wiemy, kto tak naprawdę był w stanie to zrobić. Sprawa nabiera tempa, a zakończenie wbija nas w fotel. Dowiadujemy się o mrocznej przeszłości Sandry, której kompletnie byśmy nie spodziewali. Ja osobiście bardzo zaangażowałam się w całą sprawę. Nie mogłam oderwać się od czytania, chcąc jeszcze i jeszcze. Właśnie dlatego uwielbiam kryminalne zagadki. Tak naprawdę nic nie jest takie na jakie wygląda. Jestem pewna, że udało mi się złapać winnego, a po kilkudziesięciu stronach okazuje się osoba, której nie podejrzewałabym. Książka warta przeczytania. Jest to trzeci tom z serii "Detektyw D.D Warren", który polecam Wam z czystym sercem :)
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia