Łapiemy wiosnę pełnymi garściami!

20 kwietnia 2019

Gdy w domu wszystko wysprzątane, zakupy zaliczone oraz koszyczek z pysznościami poświęcony nadszedł czas na upragniony odpoczynek i nicnierobienie. Jednak jak to ja, nie potrafię tak do końca usiedzieć na miejscu, więc po obiedzie wyruszyliśmy na poszukiwania tulipanów, które uwielbiam odkąd pamiętam. Na szczęście nasz ogródek działkowy był wysypany wręcz pięknymi, jeszcze nie do końca rozwiniętymi tulipanami i mój dzień od razu stał się lepszy. Teraz siedzę przy biurku, obok stoi olbrzymi wazon z moimi zdobyczami. Aby rozweselić pomieszczenie nie trzeba wiele, wystarczy kilka kwiatków i świeczki - od razu robi się romantycznie :))


Wracając z naszej działki coś mnie tknęło, aby odwiedzić brata na jego posiadłości. Przeczucie mnie nie zawiodło, wraz z bratową był na swoim stanowisku i właśnie parzył pyszną kawę. Już zapomniałam jak dobrze smakuje kawa na świeżym powietrzu. Bujałam się na drewnianej huśtawce, łapałam słońce całymi garściami oraz dyskutowałam na różnorodne tematy. Śmiechom nie było końca, lubię takie spontaniczne spotkania. 

Nie byłabym sobą jakbym nie zrobiła pamiątkowych zdjęć, które symbolizują wiosnę. 


Nie pamiętam tak ciepłych Świąt Wielkanocnych, serio. Poza tym to dla Nas wyjątkowe święta, ponieważ po raz pierwszy spędzamy je jako małżeństwo. Taka mała rzecz, a jak cieszy :)

Niedawno wróciliśmy do domu i teraz już naprawdę będziemy odpoczywać :) Lubię te nasze spokojne wieczory, oraz leniwe poranki. I chociaż jutro mamy dosyć intensywny dzień, bo jedziemy do teściowej, tak cieszę się każdą minutą spędzoną razem. Pamiętajcie aby docenić swoich najbliższych i cieszyć się z małych rzeczy :)
Czytaj dalej »

Nasza podroż poślubna część II
Jakim typem podróżnika jesteś?

12 kwietnia 2019

Bardzo dziękuję za moc cudownych słów pod ostatnim postem. Jest mi niezmiernie miło, że tak ciepło przyjęliście mój post - dużo prywatnych zdjęć, wspomnień i ciekawostek. Mam nadzieję, że ten dzisiejszy będzie równie miło Wam się czytało :)

Zaczynamy drugi dzień już nieco pewniej. Śniadanie dodało nam energii i z uśmiechem udaliśmy się na leżaczki. Mój zamysł był taki iż chciałam opalać się stopniowo. Nie spalić się od razu pierwszego dnia, ale też nie przyjechać niczym blada twarz. Jednak słońce chyba się ode mnie odbijało, bo kompletnie nic mnie nie łapało. Za to mój mąż spiekł się niemiłosiernie - co skutkowało szukaniem pobliskiej apteki i ratowanie się sprayem i kremem z aloesu (który w dalszej części wyprawy uratował mi życie!). 

Delektowaliśmy się drinkami, bawiliśmy się razem z animatorami, którzy pojawiali się codziennie o godzinie 11:00 i organizowali różne aktywności. Był aerobik wodny, sudoku, pink-pong i dużo innych ciekawych zabaw. Przede wszystkim była bardzo pozytywna atmosfera, muzyka i uśmiechy ludzi. To był nasz moment relaksu i chwila, aby uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę! :) Tego potrzebowaliśmy i te osiem dni naprawdę bardzo mocno nas do siebie zbliżyło. 

Jeszcze zanim pojechaliśmy obiecałam sobie, że otworzę się na nowe smaki, spróbuję potraw, których nigdy nie miałam okazji tutaj poznać. Nie ukrywam, że obawiałam się tego i gdy przyszło co do czego to nie wiedziałam na co się zdecydować. Postawiłam na sushi, które... niestety nie przypadło mi do gustu. Następne były pierożki wypełnione dosyć dziwnym farszem i z przykrością stwierdziłam, że mam dosyć takich eksperymentów. W końcu chodziłabym ciągle głodna! :P

Po obiedzie spotkaliśmy znajomych, o których pisałam ostatnio i w czasie rozmowy bardzo polecili nam spacer wzdłuż oceanu, aż do małego miasteczka Faro De Maspalomas gdzie mogliśmy podziwiać zabytkową latarnię. Oczywiście długo się nie zastanawialiśmy i czym prędzej ruszyliśmy w daleką podróż - około 7 km :) Po drodze odważyliśmy także zanurzyć się w Oceanie Atlantyckim -gdzie łatwo nie było, bo woda bardzo zimna, a fale nie dawały za wygraną. Jednak udało się z czego byliśmy mega dumni :) 

Zaskoczeniem dla mnie był widok plaży dla samych panów, którzy ani trochę nie wstydzili się swoich atutów. Niektórzy może byliby zniesmaczeni, ale po kilku dniach pobytu na wyspie można dojść do wniosku, że to bardzo tolerancyjna wyspa. Związki homoseksualne są tam akceptowane i nikt nie kryje się z tym po kątach. Nikt nie jest wyzywany, obrażany i mierzony wzrokiem. 

Wieczorem nie czuliśmy nóg, ale byliśmy szczęśliwi. Mąż spieczony na grillowanego kurczaka, jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Za co go uwielbiam, że w każdej sytuacji potrafi znaleźć pozytywne aspekty i od tamtego momentu droczył się ze mną, że przyjedzie bardziej opalony :D Ja sobie pomyślałam "ja Ci jeszcze pokaże" i.. pokazałam, przedostatniego dnia :D

To był jeden z naszych najaktywniejszych dni, ponieważ jesteśmy raczej z tych "leniwych", którym do szczęścia potrzeba słońca, zimnych napoi, leżaków i dobrego humoru. Lubimy spacerować i zwiedzać, jednak co za dużo to nie zdrowo. Jechaliśmy tam przede wszystkim odpocząć i złapać dystans od pracy i codziennych obowiązków. To był wyjątkowy czas, którego nie przeleżeliśmy tak bardzo, ponieważ zdecydowaliśmy się na wycieczkę objazdową, o której opowiem Wam w następnym poście! :)

A wy, wolicie relaksować się nad basenem czy raczej wykorzystać jak najwięcej czasu na zwiedzaniu? :)

PS. w tym sezonie jest zajawka na flamingi, więc nie mogłam niekupić tego kapelusza :D 
Czytaj dalej »

Nasza podróż poślubna część I
jak się to wszystko zaczęło?

10 kwietnia 2019

Odkąd pamiętam zawsze lubiłam podróżować. Do dzisiaj każda wyprawa, nawet mała wycieczka jest dla mnie czymś ekscytującym i podchodzę do tego bardzo entuzjastycznie. Tak było właśnie z naszą podróżą poślubną. Moja niekończąca się radość, gdy załatwialiśmy wszystkie formalności, a przed samym wyjazdem stres i noc nie przespana. Czym tak naprawdę się denerwowałam? Teraz wydaje mi się to głupie, ale wtedy kompletnie nie wiedziałam jak sobie poradzimy będąc tam na miejscu, w dodatku gdy niekoniecznie władamy językiem angielskim na wyższym poziomie. To była nasza pierwsza wyprawa przez biuro podróży. Dotychczas zawsze po przybyciu na miejsce czekał na nas ktoś z rodziny, a tutaj... zupełnie obcy kraj, ludzie i nikogo znajomego obok. Łatwo nie było, jednak będąc już w pokoju hotelowy biłam się w czoło jak mogłam być taką panikarą. Cóź, panikara to moje czwarte imię wiec nie ma się co dziwić :D

Co prawda po wylądowaniu i odebraniu bagaży nikt z biura podróży na nas nie czekał, tak jak mnie wszyscy zapewniali. Po kilku minutach zorientowaliśmy się, że zaraz przed wejściem jest mała budka z logiem biura, którego tak uparcie wypatrywaliśmy. Tam dowiedzieliśmy się wszystkich szczegółów - do którego autokaru mamy się udać i jak się zameldować w hotelu. Nie było źle! Przemiła obsługa (przystojnych panów!) dodała nam odwagi, a na powitanie dostaliśmy nawet po drinku (chyba było po nas widać zdenerwowanie i chcieli nas rozluźnić!). Najzabawniejsze jest to, że już na parkingu w Katowicach gdzie zostawialiśmy samochód poznaliśmy bardzo fajną parę - starsze małżeństwo, z którymi rozstaliśmy się przed wejściem do terminala odlotów życząc miłej podróży kompletnie nie zdając sobie sprawy, że zmierzamy w tym samym kierunku! Spotkaliśmy się dopiero w autokarze na Gran Canarii rozwożącym po hotelach. Śmiechu było co nie miara, gdy okazało się że mamy ten sam hotel. Od tamtej pory było nam lżej na duszy i poczuliśmy się troszkę pewniej, bowiem pani R. z mężem mają podróże w jednym palcu i po raz szósty jak się później okazało byli na tej wyspie. Przez myśl przeszło mi, że tylko my takie ciecie jesteśmy, ale po tej wycieczce się to odmieni i będziemy przynajmniej dwa razy w roku organizować sobie taki wyjazd. Btw, już jesteśmy w trakcie debat gdzie teraz się wybieramy. Spodobało mi się te całe podróżowanie! :)

Pierwszego dnia wszystko było dla nas nowe. Odnalezienie naszego pokoju zajęło nam pół godziny, prawie spóźniliśmy się na obiad, a po zjedzeniu nie wiedzieliśmy co zrobić z naczyniami, czy mamy odnieść czy kelner to od nas zabierze. Pisząc to śmieje się, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu. W ogóle wydawało mi się, że wszyscy na nas patrzą - co tak naprawdę było moim chorym wymysłem, bo tam każdy żyje swoim życiem i kompletnie nikt nie zwraca uwagi na osoby trzecie. Zupełnie inne podejście ludzi i serdeczność wywołały we mnie bardzo miłe uczucia. W większości dlatego bardzo mile wspominam tamtejszych mieszkańców i pracowników hotelu, którzy spisali się naprawdę na medal i stanęli na wysokości zadania, aby te osiem dni były dla nas wszystkich czymś wyjątkowym, z czym na co dzień nie mamy styczności. Na początku zapoznaliśmy się z hotelem, pięć razy zabłądziliśmy, a ja dziesięć razy prawie się zabiłam na schodkach prowadzących na 'tarasy'. Żałujcie, że mnie nie widzieliście, niezły był z tego kabaret, a mój mąż prawie posikał się ze śmiechu. 
Na terenie naszego hotelu znajdowały się trzy baseny, oraz przepiękne oczko wodne bogate w małe i większe ryby. Zobaczyłam także kwiaty, których nigdy nie miałam okazji u nas zobaczyć. Chociaż niestety nie wiem jak się nazywają mam je na zdjęciu, ku pamięci :)


Nie odmówiliśmy sobie pierwszych drinków i tutaj wyobraźcie sobie jak nieśmiało zbliżaliśmy się do baru i z jakimi emocjami musieliśmy się bić aby owe drinki zamówić. Komedia, mówię Wam, komedia. Oczywiście z każdym dniem było coraz to lepiej i jestem pewna, że następnym razem nie będziemy tak bardzo wyobcowani :P

Widok z okna mieliśmy taki sobie. Widzieliśmy z daleka ocean, jednak po dwóch dniach stwierdziłam, że lepiej byłoby mieć balkon po drugiej stronie żeby widzieć basen i scenę, na której co wieczór odbywały się występy animatorów. 
Byliśmy tak podekscytowani, że nie chcieliśmy tracić czasu. Po stresującym obiedzie wybraliśmy się na pobliskie wydmy Maspalomas - byłam niesamowicie ciekawa i wiecie co? mogłabym tam spacerować codziennie.
 Niesamowita frajda i radość chodząc po górach z ciepłego piasku, wdychając świeże powietrze w obecności ukochanego męża, który przez cały wyjazd spisywał się na medal. Za każdym razem gdy chciałam włączał aparat i robił zdjęcia bez słowa marudzenia i odmowy, jak to było dotychczas podczas innych wyjazdów. To chyba dowód na to, że mnie kocha mimo moich głupawek, które łapią mnie w najbardziej nieoczekiwanych momentach, albo się po prostu do tego przyzwyczaił :P
 Gorący piasek pod stopami oraz słońce, którego tak bardzo mi brakowało przez ostatnie miesiące. Oderwanie się od rzeczywistości, zapomnienie na chwile o pracy i codziennych obowiązkach. Czy może być coś piękniejszego? :) 
Do tego niesamowite widoki, których nigdy nie da się zapomnieć oraz zdjęcia, które będą pamiątką do końca naszego życia :)

Pierwszy dzień za nami. Na koniec MY, dwa buraki, które  pozdrawiają i zapraszają na drugą część, która już niebawem! :) 


Czytaj dalej »

Gdy na chwilę zapomina się o blogowaniu...

8 kwietnia 2019

Jestem chyba najbardziej niereformowalną osobą na świecie. Mówię to całkiem serio, a dlaczego? Ilekroć obiecuje sobie systematyczność bycia tutaj udaje mi się to utrzymać w porywach kilka tygodni. Po tym czasie mój zapał z dnia na dzień słabnie, po czym znika na kolejnych kilka tygodni. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo sama nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Jaki morał z tego jest? Zero obietnic i przyrzeczeń, będzie co ma być. Jedynym najważniejszym (przynajmniej dla mnie) plusem jest fakt, iż zawsze wracam. I tego się trzymajmy! A powroty tutaj są mega przyjemne i dodają mi dodatkowego kopa. Czasami takie przerwy potrafią uświadomić jak bardzo potrzebujemy swojego miejsca w sieci. 

Co robiłam przez ten czas? Masę ciekawych rzeczy! Przede wszystkim przeżyłam wymarzoną podróż poślubną, której temat jeszcze nie raz zapewne się tutaj pojawi. W najbliższych dniach chcę napisać odrębny post, a także kilka wskazówek, żebyście przypadkiem nie popełnili naszych błędów. Jak to się mówi: 'mądry polak po szkodzie', ale spokojnie, nic aż tak strasznego się nie wydarzyło :)

Marzec to zdecydowanie mój miesiąc. Nie tylko dlatego, że w tym pięknym jakże miesiącu są moje urodziny, chociaż ten dzień zdecydowanie zalicza się do tych 'lepszych'. Najbardziej w marcu lubię początki wiosny. Pierwsze promienie słońca po mroźnej zimie. Pierwsze przebiśniegi, stokrotki i ciepłe popołudnia. Było kilka takich fajnych dni, kiedy można było schować na chwile ciepłe kurtki i ubrać zwykłe półbuty. Wieczory dalej sprzyjają wylegiwaniu się pod kocem z książką (chyba nigdy nie znudzi mi się spędzanie wolnego czasu w ten sposób). W tym roku marzec przybrał na sile i stał się naszym miesiącem miodowym' Strasznie obawiałam się podróży oraz pogody na Gran Canarii, bo jednak marzec to nie miesiąc wczasowy i bywa różnie. Jednak nie rozczarowałam się, a pozytywnie zaskoczyłam, a nawet nieco spiekłam na słońcu - przecież ja zawsze muszę coś wymyślić, coby nie było za nudno :)

Już niebawem więcej o naszych przygodach... :)
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia