Jak naprawdę wygląda praca rejestratorki medycznej?

14 grudnia 2018

Ten post pisałam już tutaj kilka razy i pewnie teraz pomyślicie sobie: "matko, znowu to samo?". Nie. Teraz spojrzałam na ten temat z innej perspektywy i bardziej mam zamiar rozwinąć temat.

W tym zawodzie pracuję już prawie trzy lata. Niby nie długo, ale nie jedno widziałam, nie jedno przeżyłam i byłam świadkiem różnych scen - zarówno dobrych jak i niekoniecznie miłych. Początki tej pracy były przeraźliwie ciężkie. Po dwóch pierwszych tygodniach miałam poważne wątpliwości czy aby na pewno nadaję się na to stanowisko i czy poradzę sobie gdy zostanę sama na zmianie? Jak w każdej pracy potrzeba czasu, aby nauczyć się pewnych rzeczy, nabrać wprawy, a co najważniejsze pewności siebie, której trzy lata temu naprawdę mi brakowało. 


Praca rejestratorki to nie tylko wyciąganie i chowanie kartotek. To nie tylko rejestrowanie pacjentów i odbieranie telefonów. Praca ta wymaga niesamowitej cierpliwości i odporności na krytykę i  pretensje. Gdy brakuje miejsca do lekarza, który określił sobie limit pacjentów - to my jesteśmy pierwszą osobą, która za to obrywa. Nie lekarz, nie pielęgniarka (chociaż czasami i one mają do czynienia z pretensjami pacjentów), to właśnie rejestratorka musi wziąć to na siebie. Nie powiem, że to jest przyjemne, gdy widzi się cierpiącą osobę, której nie mamy możliwości zarejestrować. Tak naprawdę rejestracja ma pierwszy kontakt z pacjentem i to co dzieje się przy stanowisku odpowiada za budowanie zaufania do danej placówki. 

Obecnie służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia i tak samo jak pacjenci, ja sama jestem wściekła na taki system. Jednak trzeba pamiętać, że na pewne rzeczy naprawdę nie mamy wpływu. Gdy spotykam osobę, która najchętniej wydrapałaby mi oczy (oczywiście to zbyt drastycznie przedstawiłam) z całego serca chciałabym aby właśnie ona stanęła po drugiej stronie i zobaczyła, że tak naprawdę większość nie zależy od nas. 

Do obowiązków rejestracji należy także utrzymywanie porządku w kartotekach, które czasami bywają niemałym wyzwaniem, rozliczanie porad, sporządzanie terminarzy (zarówno papierowych jak i elektronicznych). Dbanie o gabinety lekarskie aby niczego nie zabrakło. W moim przypadku to również pomoc informatyczna w razie awarii sprzętu. To także obsługiwanie kasy fiskalnej i kierowanie pracowników z medycyny pracy na badania wstępne, okresowe bądź kontrolne. To znajomość wielu przepisów z zakresu medycyny pracy, aby wiedzieć gdzie kierować, na kiedy umówić danego pracownika. Jeśli myślisz, że to nic takiego - jesteś w dużym błędzie. Moje przyswajanie całej wiedzy z zakresu medycyny pracy trwało dwa miesiące. I nie dlatego, że ciężko przyswajam nowości, ale szybkość zmian poszczególnych ustaw wprowadza chaos. Jednego dnia jest tak, drugiego całkiem inaczej.

Ja sama spotkałam się z rejestratorkami, które były naprawdę wredne i sprawiały wrażenie jakby siedziały tam "za karę". Absolutnie nie dziwię się pacjentom, że są sfrustrowani, ale zawsze proszę o jedno: Nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka. Ja uwielbiam swoją pracę i robię wszystko co w mojej mocy aby pacjenci byli zadowoleni. Czasami nawet przekraczam obowiązujący harmonogram gdy widzę, że to naprawdę jest konieczne. Jednak nie zawsze tak można, nawet jeśli bardzo się tego chce. Proszę Cię tylko o jedno: Zanim zaczniesz rzucać pretensjami w kierunku rejestracji zastanów się jak Ty czułbyś/czułabyś się będąc po naszej stronie.

Spokojnego wieczoru, 

K.

2 komentarze:

  1. Wiesz...sama pracowałam na takim stanowisku przez dwa lata i...swoje się napatrzyłam. Tyle dobrze, że była to przychodnia prywatna i ludzie mniej roszczeniowi...chociaż... czy ja wiem?
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie wiem czy pacjenci, którzy zostają "zmuszeni" do wizyt prywatnych nie są bardziej roszczeniowi. W końcu im się wszystko należy od razu, bo "płacę i żądam"... Ogólnie pacjenci są różni i to bardzo rozległy temat :)

      Pozdrawiam:*

      Usuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia