Jak przetrwać pierwszy trymestr ciąży?

Wraz z pojawieniem się dwóch kresek na teście, radością nie opisania niestety, ale musimy zmierzyć się z nieprzyjemnymi dolegliwościami. Gdy przeglądam forum zdarzają się kobiety, które od początku czują się doskonale, jednak ja to biorę z lekkim przymrużeniem oka. Już dawno temu nauczyłam się nie wierzyć we wszystkie te posty na forach, przechwalanie się i "dobrych rad". Nie wydaje mi się, żeby istniała kobieta, która nie odczuwa w ogóle stanu błogosławionego w pierwszym trymestrze. 

U mnie osobiście zaczęło się już w piątym tygodniu. Ból piersi podobnie jak na miesiączkę, lecz nieco bardziej "uciążliwy". Czułam, że mi je rozsadzi przez kilka dni, a noszenie biustonosza sprawiało mi niemały dyskomfort. Minęło po dwóch tygodniach i do dzisiaj nie czuję większych zmian jeśli chodzi o piersi. Dlatego też zaczyna mnie to martwić czy aby na pewno będę miała pokarm? Ponoć każda kobieta ma na początku i potem tylko zależy jak się do tego przyłożymy. 

Około siódmego tygodnia pojawiły się znienawidzone przez wszystkie kobiety w ciąży mdłości. Mdliło mnie gdy poczułam ostrzejsze zapachy, nie mogłam przejść przez centrum handlowe w którym znajdowały się restauracje typu SPFINX. Ba, nawet nie pomyślałam o KFC ani Mcdonaldzie - kurczaczki nie przeszłyby mi przez gardło. 

Jadłam przeważnie kanapki z almette, które chyba najlepiej się u mnie sprawdziły. Zapiekanki z żółtym serem też znosiłam i zupy (najbardziej czerwony barszcz). Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale miałam nawet problem z pokrojeniem kurczaka na obiad dla męża. Totalnie mnie to przybiło, a wymioty pojawiały się przynajmniej dwa razy dziennie. Co najciekawsze, największe mdłości zaczynały mi się po godzinie dziewiętnastej, a nie rano jak większości kobiet. Ulgę przynosiła herbata z cytryną i gumy pregna vomi. Herbata imbirowa jak wszyscy polecali jeszcze bardziej nasilała dolegliwości. 

Oprócz mdłości byłam bardzo senna. Po pracy przeważnie kładłam się na dwie, trzy godziny.  Jednak te początkowe tygodnie życia maluszka w naszym brzuszku zmieniają całą pracę organizmu. Już od samego początku biegałam w nocy do łazienki. W dzień mogłam spać ile się dało, ale w nocy chodziłam jak mara, a wstawałam niczym ranny ptaszek przed szóstą. 

Nie mogłam się na niczym skupić, o czytaniu nie było mowy. Miałam też utrudnienia, bo akurat w tych najgorszych chwilach szalały upały i to ani trochę nie pomagało. W pracy parno, w domu większość pomieszczeń od południa - można było wyzionąć ducha. Nie wyobrażam sobie jak kobiety na ostatnich nogach muszą przetrwać kosmiczne temperatury. 


Kolejną dolegliwością jest ból okolicach jajników/macicy. Już od samego początku wszystko się tam powiększa, co sprawia ból podobny do miesiączkowego. Jeżeli tak będziecie miały - nie martwcie się, to całkowicie normalne :) Nawet lekkie ukucia to nic złego, chyba, że często będą się pojawiały i nasilały, wtedy biegiem do lekarza. 

Nie powiem, miałam chwile słabości i narzekałam. Szczególnie kiedy w niedziele na stół wjechał gulasz z kaszą, a ja po dwóch kęsach nie mogłam jeść dalej. Jednak! Gdy poszłam na usg, zobaczyłam tą malutką istotkę na ekranie i usłyszałam jak bije serduszko wszystkie złości minęły. Wtedy pomyślałam sobie "niech się dzieje co chce, mogę rzygać dzień i noc, dla takiego maluszka warto przetrwać wszystko!". Naprawdę, gdy widzi się te pykające serduszko i w dodatku lekarz mówi, że wszystko rozwija się prawidłowo... świat nabiera barw i wszystko inne przestaje mieć znaczenie :) 

Cały pierwszy trymestr byłam pozytywnie nastawiona i miałam ogromną nadzieję, że drugi trymestr przyniesie ulgę. Tak też się stało, nawet wcześniej niż się tego spodziewałam. Jeszcze przed ukończeniem dwunastego tygodnia wszystko minęło, a ja... zaczęłam żyć jak nigdy wcześniej. Nawet nie wyobrażacie sobie jakiej dostałam energii. Do pracy leciałam na skrzydłach, po pracy w ogóle nie spałam. Długie spacery, zapał do książek wrócił w mgnieniu oka i jeszcze bardziej zaczęłam cieszyć się powiększającym się brzuszkiem. W dwunastym tygodniu już było widać, a ja nie mogłam przestać miziać, głaskać i mówić do niego - chociaż jeszcze maleństwo nie było w stanie tego usłyszeć :)

Już to kiedyś pisałam, ale powtórzę. Życzę z całego serca każdej kobiecie, która oczywiście chce zostać mamą, aby doświadczyła tego CUDU. Dla mnie to cud i niedowierzanie, że za kilka miesięcy pojawi się dzieciątko i będę je tuliła do piersi. Teraz cieszę się drugim trymestrem i kopniakami, które z każdym dniem się nasilają :)

Komentarze

  1. Pięknie napisane. A biorąc pod uwagę, że coraz częściej z moim narzeczonym rozmawiamy o dziecku, to i bardzo dla mnie przydatne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! To będzie dla Was najpiękniejszy czas :)

      Usuń
  2. ja też byłam ciągle zmęczona i senna jednak mdłości mnie ominęły, dużo zdrówka życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy trymestr to dramat :D Drugi lajtowo. Schody zaczynają się w trzecim... :D Bo już jest trochę ciężko, ale te niedogodności trwają tylko przez chwilę ;) W sumie czym jest 9 miesięcy w stosunku do całego życia? :)
    Dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz