Krzywa cukrowa - nie taki diabeł straszny!

Przed testem obciążenia glukozą nie ucieknie żadna ciężarna. Od jakiegoś czasu jest to badanie obowiązkowe i koniec - nawet jeśli przyszła mamusia nie ma problemu ze skaczącym cukrem musi to wykonać. Ja osobiście nigdy nie miałam z tym problemu, bowiem mi zawsze jest za mało słodko. Mam niski cukier, ale zawsze w granicach normy. Dlatego myślałam, że nie będę musiała tego robić, bo po co? A jednak. Dostałam takie zalecenie i w zeszły piątek udałam się z glukozą do laboratorium. 

Takie badanie nie wykonują tylko ciężarne. Może je sobie wykonać każdy. Najwięcej jednak wykonują ją pacjenci z podejrzeniem cukrzycy. Mam kilka takich osób w pracy i zanim się na to wybrałam oczywiście wszystkich podpytywałam. 

Jedni mówili, że to koszmar. Na raz tyle cukru wypić (dla wyjaśnienia rozpuszczamy 75g czystej glukozy w mniej więcej 200ml wody, więc możecie sobie wyobrazić jakie to jest słodkie). A inni z kolei stwierdzili, że to pikuś. Pocieszali mnie, że osoby, które lubią tak bardzo słodkie jak ja nie mają z tym problemu. Więc kupiłam w aptece roztwór (nie jest to drogi interes, za glukozę zapłaciłam 5,20zł)  i poszłam na żywioł.


Najpierw pielęgniarka pobiera krew na czczo. I tutaj pojawia się mój problem, ponieważ moje żyły są uparte i zupełnie nie współpracują. One chyba wiedzą, że igła się zbliża i momentalnie się chowają. Tym razem było tak samo, więc trzeba było się namęczyć żeby którąś z nich złapać. Po tym pierwszym pobraniu panie w laboratorium stwierdziły, że dwa następne razy pobiorą mi z palca. 

Właśnie, podczas tego badania mamy pobieraną krew aż trzy razy!!! 

Zaraz po pobraniu pani kazała mi usiąść i wręczyła mi kubek z magicznym napojem. Powiedziała tylko: "i pijemy, pijemy". Na szybko wcisnęłam sobie cztery krople cytryny, bo tak radziła mi koleżanka aby minimalnie tą słodycz zatuszować. No i zaczęłam pić. 

Po pierwszym łyku stwierdziłam sama w sobie: "Ty, dobre to!" i wypiłam wszystko duszkiem. Panie patrzyły niedowierzająco, a ja czułam, że się czerwienię. No co poradzę, że ja takie słodkie lubię? :D Wypiłam, podziękowałam i dostałam kartki kiedy mam przyjść na kolejne kucie. 

Jedynym minusem tego wszystkiego jest fakt, iż przez dwie godziny trzeba siedzieć na tyłku. Nie wolno chodzić, nic jeść - mimo, że ssie strasznie. Można tylko przejść kawałek aby usiąść w ustronnym miejscu, a potem wrócić na pobranie. Ja mam o tyle dobrze, że poszłam do rejestracji w której pracuję. Czułam się nieco bezpieczniej, bo w sumie nie wiadomo jak organizm zareaguje na taką porcję cukru. Z tego co wiem niektórym panią robi się słabo, mogą pojawić się wymioty. Więc dla własnego bezpieczeństwa i towarzystwa warto zabrać kogoś ze sobą. Przynajmniej czas szybciej zleci, a nie siedzi się jak sierota przy laboratorium. Mi osobiście trochę się tym odbijało, kilka razy zapiekła mnie zgaga, a po godzinie chciało mi się spać. 

Minęła godzina, więc udałam się do moich "ulubionych" pań. I tutaj nastąpiło kolejne zdziwienie. Myślałam, że pobranie z palca to tak jak zwykłym glukometrem. Kropelka krwi na paseczek i finito. Otóż nie, moi drodzy. Pani co prawda zrobiła malutkie ukucie, ale... zaczęła mi krew z palca wyciskać do próbówki. Przy czym nieprzyjemnie mnie po tym palcu "skrobała" aby nie uronić żadnej kropli. I tutaj powiem Wam szczerze, że to bolało. Zdecydowanie wolę już wbijanie się w żyłę. Trwało to jakoś długo, końca nie było widać, a ta próbówka nie była wcale taka mała. Po tym wszystkim miałam wrażenie, że zdrętwiał mi palec na kilka minut. Ostatnim razem było trochę lepiej, inny palec i mam wrażenie, że tak mocno nie musiała go "wyduszać". 

Ogólnie całe badanie jest do przejścia, dlatego od piątku powtarzam wszystkim, że nie ma się czego bać. Nie jest to najprzyjemniejsze badanie, ale też nie jest tragiczne. Najśmieszniejsze było to, jak wypiłam już swój napój, a weszła moja koleżanka również z takim pudełeczkiem. Wystraszona jak nie wiem, na co tylko powiedziałam: "Gabrysia, spoko! To jest nawet dobre!" :))

Lekarz powiedział, że wyniki wyszły dobre. Wszyscy straszyli mnie, że po dwóch godzinach powinnam mieć trochę mniej, ale doktor powiedział, że wszystko jest w normie i nie ma co sobie zawracać tym głowy :)

Komentarze

  1. Niedawno moja siostra, która jest w ciąży robiła to badanie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie miałam wykonywanego tego badania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też miałam to badanie robione w ciąży i też lubię słodkie, ale ten napój to była przesada :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio nie po drodze mi ze słodkim - za słodka jest nawet herbata z jedną kostką cukru, więc nie wiem, jak bym to przetrwała :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz